w numerze:
Boże zegary odwracają twarz do światła
refleksje kolędowe
Radosnym Boże -
jubileusz 50-lecia święceń kapłańskich
Nr 6 (738)* J * ROK * LII * 8 II 2009
[Rozmiar: 7930 bajtów]
Jak chorować

Coraz częściej dotkliwie doświadczamy, że prawdziwe jest stwierdzenie: „Trzeba mieć zdrowie, żeby chorować”. Przypominają się stare, dobre (?) czasy kolejek. Tyle tylko, że teraz nie po cukier, ale do lekarza. I o ile bez cukru można było żyć, o tyle bez odpowiednio szybkiej pomocy specjalisty nie za bardzo. O trzeciej, czwartej nad ranem ustawiają się kolejki, by móc zapisać się… w kolejkę do lekarza. Termin: za pół roku. Przy takim stanie rzeczy, jak najlepsza tragikomedia brzmią wszelkie akcje prozdrowotne np. o wczesnym wykrywaniu nowotworów. Kto i dlaczego tak okrutnie bawi się naszym kosztem?
Na toruńskim spotkaniu duszpasterzy rodzin skupionych w Radzie Episkopatu Polski ds. Rodzin Biskup Andrzej zauważył, że współcześnie mówi się: „Przed urodzeniem to jeszcze nie człowiek, a na starość to już nie człowiek”. Być może dlatego młoda kobieta będąca w ciąży uznała, że nie jest mamą, bo dziecko jeszcze się nie narodziło i być może dlatego starszy człowiek po pobycie w szpitalu musi poddać się półrocznemu leczeniu ran odleżynowych.
Ludziom z kolejek i szpitalnych łóżek pozostaje tylko mieć nadzieję, że jednak starczy im zdrowia na służbę zdrowia. Do tej nadziei Kościół dołącza swe wzmożone modlitwy w Światowym Dniu Chorego obchodzonym 11 lutego.
W tym numerze jest zamieszczony wywiad z Janiną Mirończuk – dyrektor hospicjum „Światło” w Toruniu. Hospicjum to nie umieralnia, to miejsce budzenia nadziei. Rozmowę polecam zawiedzionym działaniem organów opieki zdrowotnej.

Joanna Kruczyńska

pozycje cykliczne:
[Rozmiar: 10434 bajtów]
 DHTML Menu by AllWebMenus





wiadomości opracował
ks. dr Dariusz Żurański

11 LUTEGO - ŚWIATOWY DZIEŃ CHOREGO
[Rozmiar: 16673 bajtów]
Działania pełne miłości wobec chorych mają na względzie poszanowanie
godności i bezpieczeństwa
Fot.Helena Maniakowska

Tutaj nie można grać

Z Janiną Mirończuk, dyrektor hospicjum „Światło” w Toruniu, rozmawia Helena Maniakowska.

Helena Maniakowska: – Już przeszło 15 lat hospicjum „Światło” działa w Toruniu. Jak Pani Dyrektor wspomina zawiązanie się wspólnoty założycielskiej, ile osób z tego trzonu współpracuje do dzisiaj?

Janina Mirończuk: – Gdy byłam nauczycielką szkoły pielęgniarskiej, z uczennicami wchodziłam do środowisk naszych pacjentów, bardzo chorych ludzi. W szkole założyłam koło hospicyjne, w którym uczyłam, jak opiekować się pacjentem z chorobą nowotworową. Ta pierwsza grupa 12 pielęgniarek, po skończeniu szkoły, utworzyła zespół hospicyjny. Ponieważ jestem osobą wierzącą w Boga, pragnęłam, aby w mojej pracy hospicyjnej przygotowywać chorych na spotkanie z Bogiem. To pragnienie zrodziło się przez kontakt z chorymi, bo widziałam, że oni tego potrzebują, a niekiedy edukacja religijna kończy się na I Komunii św. Jednak każdy musi przygotować się na spotkanie z Bogiem. Hospicjum zaczęłam organizować w 1992 r. – zarejestrowaliśmy zakład w lipcu 1993 r., a 12 września 1993 r. pierwsze pielęgniarki weszły do środowisk chorych. Pierwszy lokal przy ul. Rejtana miał nader skromne warunki. Nie było na nic pieniędzy i wszyscy byliśmy wolontariuszami. Był to czas także ogromnej nietolerancji ze strony społeczności – o hospicjach mówiono, że są to umieralnie. Oczywiście, ludzie wszędzie umierają, ale tu godnie i bez bólu. Do hospicjum daje się osoby bliskie nie dlatego, że się ich nie kocha, ale właśnie dlatego, że bardzo się kocha tę osobę i chce się jej zapewnić komfort godnego umierania, opiekę przez całą dobę, a nie zawsze rodzina może to spełnić. Odciążenie rodziny od zabiegów pielęgnacyjnych przy chorym daje jej szansę na pełny kontakt z nim, w sensie psychicznym i duchowym.

– Jaki walor społeczny ma hospicjum?

– Hospicja są tymi miejscami, gdzie uczymy kultury odchodzenia. Na wsiach ludzie umierają wśród swoich najbliższych, tego nie ma w mieście. Do tej pory śmierć była wypierana ze świadomości społeczeństwa. Jeżeli zaakceptujemy śmierć jako moment naszego życia, to w konsekwencji będziemy przeżywać radość z każdego dnia jako daru. Często powtarzam – szkoda mi każdego głupio przeżytego dnia, bo on się nie powtórzy, nie będzie np. szansy na wyrażenie miłości ani przeproszenie. Wartość każdego dnia życia wynika z zaakceptowania śmierci. Początkowo hospicja dbały o godną śmierć, bez bólu, mówiono o komforcie umierania. W tej chwili poszerzono działania o element edukacji umierania, zarówno względem chorego, jak i otaczających go bliskich osób, a także społeczeństwa. Śmierć jest sacrum, niepowtarzalnym w życiu każdego człowieka, momentem, do którego wszyscy powinniśmy być przygotowani.

– Na czym polega ta edukacja, a może ważne jest spokojne słuchanie uczuć i zachowań samego chorego?

– Gdy mamy ważne sprawy w życiu, to edukujemy się w tym temacie, przygotowujemy się na różne sposoby. Dlaczego nie myśli się o przygotowaniu do śmierci – siebie i rodziny? Naszą rolą jest przygotowanie rodziny, aby z chorym godnie przeżywali ten końcowy moment. Przez lata mojej pracy obserwuję etapowość przechodzenia przez czas śmierci, jakby 5 kolejnych etapów. Pierwszy etap to zaprzeczenie – brak wiary w to, że już nic zrobić się nie da ku wyleczeniu; drugi – bunt, także wobec Pana Boga, lekarzy i ludzi wokoło.

Redaktor odpowiedzialny:  ks. dr Dariusz ŻURAŃSKI
Współpraca: Joanna KRUCZYŃSKA
ul. Łazienna 18, 87-100 Toruń
tel. 056 622 35 30 w.39, fax 056 622 35 30 w.38
dyżur: od poniedziałku do piątku, od 9.00 do 13.00
Redakcja częstochowska:
Beata PIECZYKURA
ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa,
tel. 034 365 19 17,
fax 034 366 48 93
jesteśmy gośćmi
na stronach:

opracowanie stron:Tomasz Kowalski